poniedziałek, 5 marca 2012

Politechnika - oczekiwania a rzeczywistość

Większość z nas wybierając studia na Politechnice zapewne spodziewała się niestworzonych rzeczy. Lata oglądania zagranicznych seriali sprawiły, że po ogłoszeniu wyników rekrutacji złapaliśmy Pana Boga za nogi. Spodziewaliśmy się godzinnych dysput akademickich, kół naukowych, ciekawych zajęć, zaangażowania prowadzących oraz programu nauczania, który doskonale przygotuje nas do pracy. Jakże się myliliśmy. Politechniczna rzeczywistość niestety znacznie różni się od ułudy, którą najpierw wpajała nam mama mówiąc „Ale Piotrek ucz się i skończ studia, bo studia najważniejsze. Mięso zjedz, ziemniaki zostaw. Umyj ręce i do kościoła, bo tłusty czwartek”, aż sami zaczęliśmy w to wierzyć i powtarzać jak mantrę. Podejście pracowników naukowych oraz studentów idealnie obrazuje zasłyszany, krótki dialog:

Wydział Inżynierii Lądowej Politechniki Warszawskiej - prawie jak Oxford

„-Nie, nie możemy zrobić dodatkowego terminu (egzaminu – red.). Wszystko ma swoje granice, nie jesteśmy żadnym Oxfordem.
-Zauważyłem.”

Często można spotkać się z opinią, że studenci to ostatnie szumowiny, które nie mają szacunku do uczelni, wykładowców, matki, ojca i chomika. Na swoim przykładzie muszę przyznać, że rzeczywiście tak jest. Ale jak wiadomo, ryba psuje się od głowy. Zapewne nigdy nie doszłoby do takiej sytuacji, gdyby nie zachowanie niektórych wykładowców. Oto najciekawsze zachowania prowadzących, z którymi udało się spotkać znajomym redakcji:

Pierwszy rok studiów, ostatni termin konsultacji przedmiotu „Rysunek Techniczny i Odręczny I”. Pośród ławek siedzi student i dokańcza ostatnią pracę, którą miał tego dnia oddać. Pot leci mu z czoła, ślina kapie mu z ust, a z nogawki co jakiś czas wytacza się śmierdzący klocek. Krótko mówiąc, chłopak poświęcił wszystko, by zdążyć i oddać pracę na czas. Kwadrans przed końcem zajęć profesor wchodzi do sali i rozgląda się po niej. Gdy już ma zamykać drzwi, student pyta, jak długo jeszcze będzie. Powiedział, że już go nie ma. Miał rację.

"I studenci weszli, i sprawdzili. I co Pan mówił, było prawdą. Zniknął, by objawić się po trzech dniach, gdy bramy dziekanatu będą zamknięte, a indeksu nie będzie można zdać." Żk 5-12-3

Trzeci rok studiów, „Architektura”. Prowadzący przez pół roku zgłaszał jedynie drobne poprawki do pracy, by tydzień przed końcem semestru powiedzieć, że wszystko jest źle. Projekt oczywiście nie został zaliczony. Z kolei na poprawie projektu ta sama osoba  zostawiła pracę i życzyła sprawdzającemu miłego dnia. Bez zerknięcia na kartki prowadzący odpowiedział: „Chciałbym Panu życzyć tego samego, ale w Pana przypadku będzie to raczej niemożliwe” . Prawdą jest, że studia to pierwsze w życiu miejsce, gdzie mówią do Ciebie per Pan i traktują Cię jak gówno. Prowadzący spuszczając wodę pewnie patrzą w głęboką toń i krzyczą radosne „Żegnam szanownego Pana”. Idę o zakład.

Prowadzący niekiedy odnoszą się do studentów w sposób mało kulturalny.

Kolejny przypadek to przykład recydywisty. Prowadzący ćwiczenia z „Hydrologii” nie chciał pozwolić na dopytywanie na ocenę dostateczną, gdyż kłóci się to z jego zasadami. Co prawa tylko krowa nie zmienia zdania, ale jestem ciekaw, jakim cudem z zasadami nie kłóciło się sprawdzanie kolokwiów przez pięć tygodni, zgubienie jednej grupy pytań i wstawienie wszystkim po pięć punktów na dziesięć (nawet jeśli osób zainteresowanych nie było tego dnia na uczelni) czy odwołanie ostatniego terminu konsultacji. Z chęcią poznałbym system wartości tego Pana.

Prowadzący od Hydrologii i jego system wartości

Oczywiście można powiedzieć, że nie wszyscy prowadzący są tacy. Jest to prawda. Zdarzają się ludzie mili, wyrozumiali, z darem do nauczania. Jednak nie jesteśmy tu od głaskania po głowie, tylko od pokazywania politechnicznych patologii, których niestety nie brakuje.

A was co wkurwia w waszej Politechnice?

2 komentarze:

  1. Typowy pracownik uczelni:
    http://www.reactiongifs.com/wp-content/uploads/2012/03/bird0.gif

    OdpowiedzUsuń
  2. Piszcie nowe artykuły bo tęsknię!

    OdpowiedzUsuń