czwartek, 1 marca 2012

Sesja na Politechnice

Jeśli nie dziwicie się, że o sesji piszemy dopiero pierwszego dnia marca, to nie jest miejsce dla Was. Dobrze wiemy, że studenci Marketingu, Turystyki, Zarządzania Psią Kupą oraz Europeistyki są w trakcie zimowej sesji poprawkowej. Oczywiście sesja na Uniwersytecie jest o niebo łatwiejsza niż na Politechnice, musimy to przyznać. Przecież powszechnie wiadomo, że nikt nie boi się egzaminów, poprawek, składania projektów ani łażeniem za wpisami. Tak naprawdę zżera nas stres przed możliwością zakończenia swojej światłej kariery już na początku, boimy się, że spadniemy zanim na dobre rozwiniemy skrzydła. Studenci uniwersytetu tego stresu nie mają, tak samo jak nie mają przed sobą żadnej przyszłości. Oczywiście bierzemy pod uwagę nieliczne jednostki, które zostaną prezydentami, urzędnikami oraz dziennikarzami. Nie mogły one zostać etatowymi pracownikami MacDonalda tylko z jednego powodu: Gdyby cała inteligencja ucząca się na gównokierunkach wybrała tą ścieżkę swojej kariery, przeciętny mieszkaniec USA byłby u nas uznawany za okaz zdrowia, a w wagonie metra mieściłyby się maksymalnie trzy osoby.

Humanista świeżo po studiach. W ogóle po studiach.

O dziwo, sesja nie jest to najgorszy okres w czasie roku akademickiego. O niebo gorszy jest okres przedsesyjny, gdy na sile przybierają wszystkie najgorsze omeny studiów. To jest czas oddawania projektów, pisania kolokwiów oraz zdobywania wpisów. Właśnie w tym czasie możemy zobaczyć zapłakane dziewczyny wybiegające z gabinetów. Cieszą się, że będą mogły kontynuować studia, ale przytłacza je świadomość, że nie tylko one tego wieczoru zaliczyły. Cała studencka gawiedź ucieka w świat narkotyków, przygodnego seksu i alkoholu. Niedoświadczony obserwator, powie, że to nic dziwnego. Owszem studenci na co dzień spożywają dużo alkoholu, ale tylko przed i w czasie sesji robią to na smutno.

Jak to tylko 3? Tak się starałam!

„Błogosławieni  Ci, którzy uczą się regularnie i projekty w terminie oddają. To im dany będzie spokój i radość w czasie ostatecznym.” – Słowa świętego Patryka z Włoch, zazwyczaj wyśmiewane, dwa razy do roku okazują się być w pełni autentycznym  przekazem. Gdy większość studentów tygodniami koczuje pod pokojami swoich prowadzących tylko po to, by móc przed nimi się ukorzyć i oddać swój robiony przez ostatni tydzień semestralny projekt, nieliczni śmieją się z nich i oddają cielesnym uciechom. Osoby te to jednostki wyklęte ze społeczności akademickiej. Są punktualne, dobrze wychowane, zorganizowane i w pełni poświęcają się uczelni. Kiedyś to oni zasiądą po prawicy rektora i będą tępić normalnych studentów, takich jak my. Nigdy nas nie zrozumieją, umrą z przeświadczeniem, że robią coś dobrego. Jakże się mylą.

Studenci tygodniami czekający na konsultacje często budują prowizoryczne schronienia.

Wielu kusi możliwość wolnej sesji. Są w stanie w zamian za to spróbować wykonać wszystkie projekty w terminie i nauczyć się do zerowych terminów egzaminów. Chwała tym, którzy nie poddali się i zostawili wszystko na ostatni dzień. Może będą się męczyć w sesji, może nawet czeka ich kampania wrześniowa, ale najważniejsze jest to, że nie przeszli na stronę wroga. Oni wiedzą, że lekkie życie niekiedy musi być ciężkie.
Typowy student w czasie sesji

Jak uchronić się przed sesją jednocześnie bawiąc się przez cały semestr? Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi.  By zdobyć satysfakcjonujący wynik minimalnym nakładem pracy konieczne będzie użycie fortelu. Przydadzą się nam wysoko rozwinięte zdolności dyplomacji (Jak ładnie Pan się w tym pokoju urządził!), trochę szczęścia (Jak to masz taki sam projekt jak ja?!), wrodzony spryt (a może zeskanować  cudzą kartę, wkleić swoje nazwisko i oddać jego projekt?) oraz odpowiednia organizacja czasu (jeśli będę się uczył po 26 godzin przez trzy dni… Kurwa). Jak widać, zadanie to nie jest łatwe, ale na zwycięzców czeka możliwość dalszego studiowania. Nie da się ukryć, że kucie przez kolejne pół roku i napierdalanie równań różniczkowych dzień w dzień jest raczej kiepską rozrywką, jednak do sytuacji należy podchodzić bardziej dalekosiężnie. Po uporaniu się z całymi studiami będziemy mieli coś cenniejszego: satysfakcję, że udało się wam wejść w dupę lwa i dumnie wyjść jego gębą. Co prawda wali się po tym niemiłosiernie i ma się spaczoną psychikę do końca życia, jednak nie da się ukryć, że jest to wyczyn niepodlegający żadnej dyskusji. Pięciocyfrowe zarobki będą tutaj tylko dodatkiem, który będzie mógł podkreślić naszą zajebistość. 

3 komentarze:

  1. Uwielbiam te wasze artykuły i podpisy pod zdjęciami. Pozdro

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki, to tylko sama prawda ; ).

    OdpowiedzUsuń
  3. http://www.reactiongifs.com/wp-content/uploads/2011/12/Gladiator_Thumb_Down_01.gif

    OdpowiedzUsuń