Wczoraj był piąteczek, a w piąteczek wszyscy jesteśmy
zwycięzcami, tak głoszą blogerzy Make Life Harder. Zdecydowanie jest to prawda,
jednak piąteczek ma to do siebie, że przychodzi po nim sobota, a w sobotni
poranek niemal wszyscy jesteśmy przegrani. W takich momentach, wisząc między
snem a jawą, między imprezą i szarą rzeczywistością należy wykonać jakieś
zajęcie mało obciążające umysł, o którym powiedzieć, że pracuje to gruba
przesada, a jeśli już to w trybie stand-by.
Do zajęć takich należą oglądanie telewizji, zabawa z kotem
lub przeglądanie Facebooka. Jako że telewizji nie mam i mam za to alergię na
kocie wszystko, pozostało mi trzecie rozwiązanie. Podczas przeglądania zdjęć
oraz statusów osób bardziej i mniej mi znanych
natrafiłem na post znajomego znajomej (to chyba pierwszy raz, kiedy
użyłem tego określenia do opisania kogoś, kto faktycznie istnieje), w którym
narzekał on na to, że sprawa ładowania kart miejskich w Warszawie stała się
głośna i w związku z tym będzie miał problem z ładowaniem swojej karty w ten
sposób. Zresztą, sami zobaczcie:
Osobom, które nie są z dużych miast lub po prostu nie
używają kart miejskich, wytłumaczę ten proceder. By w Warszawie wykupić bilet
długookresowy, należy mieć kartę miejską, która jest zbliżeniowa. Jako że na
rynku w ostatnich miesiącach pojawiło się mnóstwo smartfonów wyposażonych w
moduł NFC, wiele osób postanowiło skorzystać z nich i samodzielnie programować
swoje karty miejskie tak, by nie musieć płacić za bilety. Zaprogramować kartę
miejską jest naprawdę łatwo, niestety nie podzielę się z Wami informacją na
temat, jak to zrobić, gdyż nie chcę rozpowszechniać tego procederu.
Wracając do meritum sprawy, zadziwia mnie głupota Pana
powyżej i osób komentujących go, którzy wypowiedzieli się w publicznym
statusie. Szczerze mam nadzieję, że niebawem osobami takimi po prostu zajmą się
urzędnicy i będą wyłapywać osoby, które okradają (nie bójmy się tego słowa) i w
głupi sposób chwalą się tym na Facebooku. Skoro było to możliwe w przypadku
osoby, która publicznie znieważyła Papieża, to czemu nie zastosować tego wobec
złodziei? Jeśli oprócz tego raz na jakiś czas będzie się sprawdzać skanowane
numery skanowanych biletów zbierane przez kontrolerów i na bramkach, a następnie
porównywać je z bazą faktycznie sprzedanych przez miasto kart, proceder ten
może niebawem całkowicie zniknąć.
Z kolei osobom, które i tak chcą okradać wszystkich
mieszkańców Warszawy, mam prośbę. I nie, nie chodzi mi o to, byście przestali
to robić. Tę kwestię niech każdy rozwiąże w swoim sumieniu. Jak już to robicie,
to najlepiej nie chwalcie się tym, na pewno nie na Facebooku. A jak już to
robicie, to kliknijcie przed napisaniem posta w ikonkę ustawień i dostępność
posta z „Publiczne” na „Znajomi”. I nie namawiam nikogo po to, bo mi kogoś żal,
tylko po to, by nie namawiać innych do kradzieży.
Zmian w widoczności posta możecie zaniechać, jeśli macie
mnie w znajomych, bo wtedy i tak na was doniosę. Tak, sypię na koleżków,
rozpruwam się na psach, donoszę jak stary pracownik Urzędu Bezpieczeństwa.
Nazwijcie to jak chcecie. Mówimy tu o okradaniu miasta i każdego, kto dokłada
wspólną cegiełkę do opłacania komunikacji miejskiej, która i tak w 70% jest
opłacana przez miasto.
Przepraszam za aż nazbyt luźny ton tej wypowiedzi, ale sami rozumiecie
– sobota.